Przez długi czas żyłam obok swojego ciała.
Nie przeciwko niemu, ale po prostu obok. Traktowałam je jak coś, co noszę ze sobą. Coś, co czasem zawodzi, czasem boli, czasem sprawia przyjemność, ale bez prawdziwego z nim kontaktu. Bez rozmowy. Uczyłam się wielu rzeczy, ale nie tego, jak słuchać swojego ciała.
Nikt mnie nie nauczył tego języka. Szkoła nauczyła mnie biologii. Dom nauczył mnie, że niektóre tematy się przemilcza. Kultura nauczyła mnie, że ciało jest do oceniania, i w sumie że każdy ma prawo powiedzieć mi czy wyglądam dobrze, czy źle, czy moje ciało jest wystarczająco sprawne, wystarczająco atrakcyjne.
A to że moje ciało mówi do mnie (cały czas i na różne sposoby) to tego musiałam się nauczyć sama.
Widzę, słyszę, dotykam. Czyli pierwsze kroki w słuchaniu swojego ciała
Dziś uczę się zupełnie inaczej patrzeć na siebie.
Widzę swoje ciało – żeby zobaczyć, nie żeby ocenić. Słyszę je – żeby odczytać sygnały, nie żeby je zagłuszyć. Dotykam – z ciekawością, nie z obowiązku.
Staram się zrozumieć, jakie ma potrzeby. Co mu służy, a co je przeciąża. Co sprawia mu przyjemność, a co mówi „nie teraz”.
To codzienna, niedoskonała praktyka. I naprawdę warta wszytstkiego.
Jak słuchać swojego ciała przez cykl
Jedną z pierwszych rzeczy, które zmieniły mój sposób myślenia o ciele, było zrozumienie cyklu miesiączkowego. Jako systemu, który wpływa na energię, nastrój, koncentrację, libido i potrzebę bliskości przez cały miesiąc – nie tylko przez kilka dni przed i podczas menstruacją.
Kiedy zaczęłam to rozumieć, przestałam się obwiniać za to, że jednego tygodnia mam ochotę na wszystko, a drugiego chcę tylko spokoju i ciszy. Przestałam walczyć z rytmem swojego ciała. Zaczęłam z nim współpracować.
To była jedna z ważniejszych rzeczy, jakie zrobiłam dla siebie.
Słuchanie ciała przez ból
Przez lata ignorowałam ból. Normalizowałam dyskomfort. Myślałam, że bolesne miesiączki, napięcie w brzuchi, barkach czy szczęce są normalne, a zmęczenie to po prostu brak siły i objaw słabości.
Z czasem zrozumiałam, że ból to informacja. Ciało mówi: „tu jest coś, co wymaga uwagi”. Nauka słuchania go (bez dramatyzowania, ale i bez ignorowania) to jedna z najtrudniejszych i najważniejszych rzeczy, których się uczę. Pomogła mi w tym między innymi książka Davida JP Phillipsa „Energetyczna rewolucja” i odkrycie, że zmęczenie nie jest jednym uczuciem. Że za brakiem siły może stać brak napędu, za niepokojem – przebodźcowanie, a za wiecznym wyczerpaniem – coś zupełnie innego niż lenistwo. To zmieniło sposób, w jaki patrzę na własne sygnały. Zamiast je oceniać – zaczynam je rozumieć.
Słuchanie ciała przez przyjemność
Przez długi czas przyjemność była na końcu listy. Po obowiązkach, po potrzebach innych, po tym, żeby wszystko było zrobione.
Tymczasem przyjemność jest częścią zdrowia. Jest informacją o tym, czego potrzebuje moje ciało i moja psychika. Uczę się jej słuchać: w seksualności, w ruchu, w jedzeniu, w odpoczynku. Bez wstydu i bez poczucia, że muszę na nią zasługiwać.
Być tu i teraz. W swoim ciele
Najczęściej żyjemy w głowie. W planach, w martwieniu się, w liście rzeczy do zrobienia. Ciało jest gdzieś w tle i niesie nas przez dzień, a my rzadko mu dziękujemy.
Uczę się być w ciele. Oddech, kiedy czuję napięcie. Ruch, kiedy ciało o to prosi. Zatrzymanie, kiedy mówi „dość”. Obecność i uważność, tu, teraz, w tej chwili.
Dlatego powstało KochajSie
Nie dlatego, że miałam wszystkie odpowiedzi. Tylko wręcz przeciwnie: dlatego, że miałam mnóstwo pytań i nigdzie nie mogłam ich zadać bez wstydu.
Chciałam miejsca, w którym wiedza o ciele jest podana językiem, który rozumiem. W którym ekspertki mówią wprost. W którym można zapytać o wszystko i dostać odpowiedź, której można zaufać.
KochajSie powstało z przekonania, że każda kobieta zasługuje na wiedzę o własnym ciele. I że im lepiej je znasz, tym łatwiej być po swojej stronie.
Jestem tu razem z Tobą – ciągle głodna wiedzy.
Jestem moim ciałem. I uczę się w nim mieszkać.